Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi z3waza ze starożytniego miasteczka Pobiedziska. Mam przejechane 74680.40 kilometrów w tym 20878.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 24.70 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy z3waza.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczka

Dystans całkowity:7094.49 km (w terenie 4079.70 km; 57.51%)
Czas w ruchu:336:56
Średnia prędkość:19.93 km/h
Maksymalna prędkość:83.24 km/h
Suma podjazdów:21039 m
Maks. tętno maksymalne:179 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (94 %)
Suma kalorii:80153 kcal
Liczba aktywności:141
Średnio na aktywność:50.32 km i 2h 34m
Więcej statystyk
  • DST 42.00km
  • Teren 32.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 21.00km/h
  • VMAX 34.56km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Kross sztywniaczek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczkowo po Kampinosie

Wtorek, 8 kwietnia 2014 · dodano: 08.04.2014 | Komentarze 5

Wreszcie wziąłem rower do Warszawy, no i pojechałem tradycyjnie do Kampinoskiego PN. Lubię to miejsce - w Warszawie tłumy a tam cisza spokój, jedzie się po lesie i nikogo... a to tylko parę kilometrów. Dzisiejszy wyjazd był pod znakiem gadów, dokładnie zaskrońców, ciepło się zrobiło więc wypełzły się grzać, niestety dla wielu się to tragicznie skończyło bo na plażę sobie wybrały drogę asfaltową. Jednego takiego dość imponującego (miął chyba z 1,5 metra) przegoniłem na trawę.

Duży zaskroniec ucieka na trawę
A potem pojechałem szukać mogiły powstańców z 1863 roku. Ponieważ nie miałem mapy to jechałem na czuja, no i nie trafiłem... z początku. Za to znalazłem fajny singiel na czerwonym szlaku w kierunku na Roztokę. Szkoda tylko że w tym Kampinosie tak płasko. Po drodze minąłem cmentarz partyzantów z 1944.

Cmentarz partyzantów w Wierszach
I sobie trochę pobłądziłem po lesie. W sumie mi to pasowało bo z taką właśnie myślą pojechałem - bez napinki. W międzyczasie przypomniało mi się że można by włączyć endo... to włączyłem.
A potem spotkałem wyjątkowo agresywnego zaskrońca co chyba myślał, że jest kobrą. No w każdym razie zamiast zwiewać rzucał się na moją komórkę, dzięki czemu zrobiłem mu kilka malowniczych zdjęć.

Język jak kobra

Wzrok jak żmija

Atakuje jak mamba

A jestem tylko małym zaskrońcem
Potem już na czuja zacząłem jechać w kierunku Palmir i znienacka trafiłem na cel wycieczki - czyli mogiłę o której wspomniałem na początku.

Mogiła powstańców styczniowych
Czyli jednak sprawdza się: "Szukajcie a znajdziecie"
Koniec końców udana wycieczka i pogoda fajna bardziej letnia jak wiosenna.
Trasa, a właściwie jej kawałek:



  • DST 112.00km
  • Czas 03:57
  • VAVG 28.35km/h
  • VMAX 48.70km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • HRmax 174 ( 97%)
  • HRavg 143 ( 79%)
  • Kalorie 2867kcal
  • Sprzęt Gina
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Takie dni to lubię

Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 30.03.2014 | Komentarze 3

Z Sebą po asfalcie. Na szczęście Seba miał zmęczoną nóżkę więc zrobiliśmy sobie niedzielne bajabongo po okolicy. Najpierw zajechaliśmy do Janowca gdzie sobie zrobiliśmy postój na ławeczkach w pełnym słońcu. A potem polecieliśmy na Gniezno przez Zdziechową - trasa dla mnie atrakcyjna bo to asfalt, którego moja szosa jeszcze nie ujeżdżała. W Gnieźnie dłuższy postój na  pyszną kawkę i w ogóle pełen lansik.

Lansik w kawiarni koło rynku
A potem już przez Czerniejewo do domu. Po drodze minęliśmy wielką paradę motocyklistów. Jechało ich pewnie ponad 200, w sumie fajny widok. Jednak musiał znaleźć się jakiś idiota, który o mały włos nie potrącił Seby. No cóż głupich nie sieją.
Ale poza tym incydentem piękny wyjazd - pogoda jak złoto - idealna na wypad szosą - Słońce świeci ale nie ma upału, nasze cienie na asfalcie nam towarzyszą, zielone się zieleni. I w dodatku czułem że spokojnie mógłbym jeszcze jedną setkę puknąć.
No żyć nie umierać.


  • DST 75.00km
  • Teren 55.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 21.53km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Kalorie 2493kcal
  • Podjazdy 310m
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Tak jak poprzedni się skończył tak nowy się zaczął...

Środa, 1 stycznia 2014 · dodano: 01.01.2014 | Komentarze 3

...czyli jazdą na rowerze.
W tym roku wybraliśmy się z Sebą na tradycyjne przywitanie roku nad Rusałkę w Poznaniu. Na miejscu sporo wiary, i znajomej i nieznajomej, no i oczywiście głos pana Kurka jak zwykle niezawodnie obecnego. Z Jurkiem, Sławeksem, MaciejemB i żoną moją Joanną zrobiliśmy autonomiczne i rytualne kółko wokół Rusałki uznając, że przejazd w grupie byłby zbyt wielkim ekstremum jak na początek roku. Chwilę pogadaliśmy i się rozjechaliśmy. Pogoda na rozpoczęcie wyborna - minimalny mrozik i słonko.
Aaaaa - znalazłem napój dobry na wszystko - może zastąpić izo, może się przydać na kaca, przypuszczam że nawet pozwoli odkręcać zapieczone gwinty, jest tylko obawa czy UCI nie zaliczy go do substancji niedozwolonych.





  • DST 71.00km
  • Teren 65.00km
  • Czas 03:32
  • VAVG 20.09km/h
  • VMAX 39.23km/h
  • Temperatura -3.0°C
  • Sprzęt Kross sztywniaczek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyjazd sylwestrowy

Wtorek, 31 grudnia 2013 · dodano: 31.12.2013 | Komentarze 1

Ostatni tegoroczny wyjazd pod znakiem MTB w wersji nizinnej, czyli przejazd po Zielonce w towarzystwie Seby, robiącego swój tysiączek grudniowy - gratki!
Pogoda super - Słonko świeciło a był przy tym lekki mrozik, co oznaczało że błota było mało. Dziewica tradycyjne zaliczona z kilku stron ;)
Po zjechaniu z kilera okazało się, że jednak muszę się odchudzać - siodło w zimówce pękło dokładnie na pół... nie było to jakieś szczególnie dobre siodło - jakieś OEMowe Velo zdjęte z Mondrakera, no ale fakt że pękło mi pod czterema literami daje do myślenia :)
Na szczęście tak do końca się nie rozsypało dzięki czemu mogłem dojechać nie na stojaka do domu.

Pękło się temu siodełku





  • DST 41.00km
  • Teren 32.00km
  • Czas 02:24
  • VAVG 17.08km/h
  • VMAX 38.29km/h
  • Temperatura -3.0°C
  • Sprzęt Kross sztywniaczek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Babę z Sebą

Niedziela, 8 grudnia 2013 · dodano: 08.12.2013 | Komentarze 4

Tym razem Seba się spisał i wsiadł na swojego bajka. Trasa podobna jak wczoraj - cel: jeziora babskie. Za to dziś udało się zaliczyć aż trzy gleby - jedna całkiem spektakularna - jechałem sobie po prostej i gładkiej drodze, aż tu nagle załamał się pode mną lód przykryty śniegiem, w efekcie straciłem panowanie nad rowerem i wleciałem prosto w drzewo :) Na szczęście poza poobijaniem nic się nie stało. I można było przedzierać się dalej.

Miejscami śniegu nawiało dość sporo

  • DST 29.00km
  • Teren 27.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 15.26km/h
  • VMAX 30.35km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Sprzęt Kross sztywniaczek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Samotnie na Babę...

Sobota, 7 grudnia 2013 · dodano: 07.12.2013 | Komentarze 1

...Uli i Cyganek.
Pierwsza jazda od dawna po lodzie i śniegu, o dziwo bez gleby, choć raz było blisko - jechałem już jak żużlowiec z tylnym kołem gdzieś z boku i kontrą kierownicą. W lesie się jeździło całkiem fajnie - śniegu nie napadało zbyt wiele, a poza tym dzień był przyjemnie słoneczny i jeździło się w miarę łatwo, hardkor się zrobił kiedy wracając postanowiłem jechać przez pole - wiatr miejscami nawiał śniegu na wysokość do połowy uda - ciężko było iść, o jechaniu nie było w ogóle mowy. Ale tak podsumowując cieszę się ze wyjechałem - bo patrząc na ten wiatr i śnieg to mi się nie chciało... tym bardziej że kolega wymiękł ;). Ale jak to zwykle - okazało się że najtrudniej było wyjść.
Kategoria Sam na sam, Wycieczka


  • DST 67.00km
  • Teren 62.00km
  • Czas 02:49
  • VAVG 23.79km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Sprzęt wszelkie inne
  • Aktywność Jazda na rowerze

Battery

Sobota, 23 listopada 2013 · dodano: 23.11.2013 | Komentarze 4

Dziś pojechałem elektrycznym potworem mimo pogody - ale tak to już jest - jak się cały tydzień zapierdziela gdzieś w Polsce to zostaje radość z jazdy w weekend i nie ma znaczenia jaka jest pogoda, no a poza tym chciałem porządniej przetestować Focusa. Ruszyłem drogą na Poznań, czyli Pobiedziska-Biskupice-Uzarzewo-Gruszczyn-Jez. Swarzędzkie Antoninek - trasa płaska jak stół - jedyny podjazd w Uzarzewie Katarzynkach - wybieram oczywiście wariant najbardziej stromy - rower nie dość że wybiera wszystko to jeszcze naprawdę czuć że pomaga, a to wszystko przy najmniejszym poziomie wspomagania. W Antoninku dzwonię do Kłosia - okazuje się, że chłopaki (czyli Kłosiu Marc i Josip) wymiękli ze względu na pogodę - cóż zostaje mi samotna jazda na Dziewiczą - strzałka z powrotem na Gruszczyn Kicin i witaj Dziewicza Góro! Tam włączam maksymalny dopalacz i jazda pod górki. Fajnie się wjeżdża - próbuję wariantu z blata - idzie szybko, ale i samemu trzeba nieco pocisnąć, na środkowej tarczy jest to jazda turystyczna - zaledwie 16 km/h ale można sobie się rozglądać wokół. Killera też próbuję podjechać - luzik - jedyny problem to koła uślizgujące się na korzeniach - opony to Race Kingi. Po kilku stromych podjazdach komputerek sterujący pokazuje mi ikonkę termometru - chyba się silnik zagrzał :) No nic - zatem daję mu odpocząć i zaczynam powrót do domu. Znowu zmniejszam wspomaganie - i tak sobie jadę po koleinach błotnych - elektryka czyni cuda - pomimo że leśne drogi są pełne błota i kolein po ścince drewna, można jechać równo po prostu pedałując. Nie ma wrażenia klejenia się do błota, wybijania z rytmu i innych tym podobnych atrakcji. No ale tak z 8 km od domu bateria wreszcie pada - i wtedy można się przekonać ile to wspomaganie daje, rower zmienia się powolną krowę. Postanawiam zatem skorzystać z opcji doładowania baterii - po włączeniu jest jeszcze śmieszniej - na zjeździe asfaltowy w Gorzkim Polu na którym bez problemu można osiągnąć 50km/h pomimo, że deptam co sił nie przekraczam 17km/h - fajnie można robić siłę jadąc z górki. No ale po zjeździe komputerek pokazuje że mam teraz 4km jazdy na wspomaganiu, z czego skwapliwie korzystam. Bateria pada definitywnie nad Dębińcem,no i tak dojeżdżam sobie spokojnie do domu czując ile błoto zabiera sił. Aaaa jeszcze zajeżdżam taki ubłocony do naszej apteki - a pani patrząc na mnie jaki jestem ubłocony pyta - "kto panu to zrobił", "sam to sobie zrobiłem" - odpowiadam. Pani mówi - "no tak póki nie ma mrozu to można pojeździć", a ja na to "eeeeee jak będzie mróz, to będzie się jeździć jeszcze przyjemniej", "niezły idiota" pomyślała zapewne pani aptekarka :D.

Było szybko ;)

Potwór w lesie

No i na koniec utwór tytułowy:


  • DST 55.00km
  • Teren 54.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 17.37km/h
  • VMAX 32.30km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • HRmax 169 ( 94%)
  • HRavg 130 ( 72%)
  • Kalorie 1932kcal
  • Sprzęt wszelkie inne
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Zielonki

Sobota, 16 listopada 2013 · dodano: 16.11.2013 | Komentarze 1

Ustawka z Kłosiem i Marcem. Miałem okazję pojeździć na sportowym tłentynajnerze kłosia - jest różnica - po pierwsze ma amortyzator a nie ciężkie żelazko, lepsze przełożenia i lżejsze koła, no i wszystkie zalety najnera. Jazda z chłopakami dziś spokojna - jutro startują na orientacji - powodzenia!
Jak już się z nimi rozstałem w okolicy Maruszki pojechałem czołgiem czyli Focusem na singiel nad Kowalski, przedtem zaliczyłem kukurydziane rżysko w Karłowicach - w takich warunkach czołg czuje się świetnie - po prostu jedzie.

/3286462

  • DST 26.00km
  • Teren 26.00km
  • Czas 01:33
  • VAVG 16.77km/h
  • VMAX 48.50km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rekonesans z Sebą po PK Promno

Niedziela, 3 listopada 2013 · dodano: 03.11.2013 | Komentarze 4

Dziś spacerowo po PK Promno z Sebą. Próbowałem znaleźć jakieś warianty dla trasy mistrzostw Pobiedzisk wykorzystujące mniej znane ścieżki w PK Promno... ale zgodnie uznaliśmy, że zostajemy przy zeszłorocznym układzie trasy. Potem jeszcze małą przejażdżka nad Dębiniec i powrót do domu. Bo dziś postanowiliśmy trochę pokibicować duathlonistom w Lasku Marcelińskim.
Tu mała fotorelacja:


Ania na zmianie


...jechali szybko


Podziwiać trzeba - o ile z rana pogoda była w stylu polskazłotajesień, o tyle po południu zrobiła się typowa listopadowa szarówa w dodatku z deszczem. No ale i my kibice trochę musieliśmy wycierpeć - po zawodach musieliśmu niemal wylewać wodę z butów.
Na koniec mały poradnik dla tych co chcą zostać MTBkolarzami - w sumie symptomy choroby widzę i u siebie i u wielu swoich znajomych :)

Ps. no i trzeba wspomnieć pyszną kawkę jaką uraczył nas Maciej po zawodach - dzięki :)

  • DST 71.00km
  • Teren 67.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 18.93km/h
  • VMAX 40.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zielonka na czerwono

Niedziela, 27 października 2013 · dodano: 27.10.2013 | Komentarze 4

Po wczorajszych asfaltach przyszedł czas na trochę błotka. Z Sebą o 7 rano czasu zimowego ruszyliśmy w kierunku Dziewiczej... najpierw singlem nad Kowalskim, potem obok porośniętego brązowiejącymi dębami wzgórza obok Dębogóry, a dalej przez Ludwikowo i malownicze bukowe ostępy. Buki zrzuciły już liście i cała ziemia świeciła słoneczną czerwienią. Na Dziewiczej ścieżki dokumentnie zasypane liśćmi i w niektórych miejscach jechałem dosłownie na pamięć bo wszystko pokrywała równa warstwa liści. A te szybkie zjazdy po wilgotnych liściach zapewniają jedyną w swoim rodzaju maseczkę wodno-błotną, albo to polubisz albo nie jedź w teren w październiku... ja to lubię :).
Potem spróbowaliśmy podjazdu na kilera - jednak się nie udało bo pod liśćmi kryję się korzonki skutecznie wybijające z rytmu i zrywające przyczepność przedniego koła... ale co tam :)
A ponieważ mało mi było pomykania wąskimi ścieżynkami
poprowadziłem Sebę nieznanymi mu ścieżkami nad jezioro Tuczno i singiel nad jez. Stęszewskim. Przejechaliśmy sobie później kawałek asfaltem gdzie Seba pokazywał nogę na całej długości :) czyli nie schodził przez te 3-4 kilometry między Tucznem a Wronczynem poniżej 34km/h a nawet czasem wchodził na 37.
W Wronczynie z powrotem w las, jeszcze jedna wizyta nad Dębińcem i polecieliśmy nad Brzostek... pod koniec zarówno napęt jak i moje zęby zgrzytały od piasku no ale po niemal 4 godzinach jazdy na dwóch batonikach poczułem, że nadchodzi zgon. Co było robić - trzeba było odpuścić więc znad Brzostka skierowałem się najkrótszą drogą do domu uzupełniać kalorie, cukry i co tam a jeszcze było w lodówce :)
Było pięknie choć coś tam z nieba padało, ale co tam to nic, nie ma to jak szum opon jak wiatr wiejący w twarz, jak zapach jesiennych liści i wreszcie jak tęcza która wyszła na niebo na koniec mojej wycieczki.