Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi z3waza ze starożytniego miasteczka Pobiedziska. Mam przejechane 74680.40 kilometrów w tym 20878.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 24.70 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy z3waza.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wycieczka

Dystans całkowity:7094.49 km (w terenie 4079.70 km; 57.51%)
Czas w ruchu:336:56
Średnia prędkość:19.93 km/h
Maksymalna prędkość:83.24 km/h
Suma podjazdów:21039 m
Maks. tętno maksymalne:179 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (94 %)
Suma kalorii:80153 kcal
Liczba aktywności:141
Średnio na aktywność:50.32 km i 2h 34m
Więcej statystyk
  • DST 62.00km
  • Teren 47.00km
  • Czas 03:31
  • VAVG 17.63km/h
  • VMAX 39.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Kalorie 1181kcal
  • Podjazdy 320m
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na Dziewiczą

Niedziela, 8 września 2013 · dodano: 08.09.2013 | Komentarze 3

zrobiłem wpis ale mi wcięło i nie chce mi się pisać od nowa...

  • DST 14.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 00:56
  • VAVG 15.00km/h
  • VMAX 31.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z dziećmi na działkę i z powrotem

Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 25.08.2013 | Komentarze 1

Asia pojechała sobie na wyścigi, a ja na działkę z dziećmi do roboty. Robota polegała na koszeniu trawy. Ale wcześniej strzeliłem sobie na działce jednego izobronka i tak mnie to rozmiękczyło, że się półtorej godzinki na świeżym powietrzu przespałem. Wzmocniony snem wziąłem się ochoczo do pracy tym bardziej że na 18 w telewizji był jakiś Ralf Demolka na którego młode się czaiły, trzeba było więc około 17 wracać. W domu byliśmy z 15 minut przed 18 tak akurat, żeby zdążyć na finisz 2 etapu Vuelty i tu Marta mnie zaskoczyła swoją wiedzą nt. kolarstwa. Wywiązała się następująca dyskusja:
-A Kwiatkowski czemu nie jedzie?
-Bo jechał na Tour de France.
-Aha, ale Majka jedzie?
-Tak
-No on jechał na Tour De Polonge.
I tak w gronie rodzinnym fachowców od kolarswta obejrzeliśmy sobie zwycięstwo Roche'a :)

  • DST 133.00km
  • Czas 04:57
  • VAVG 26.87km/h
  • VMAX 43.60km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 462m
  • Sprzęt Gina
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wycieczka wielkopolsko-pałucko-kujawsko-pomorska

Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 18.08.2013 | Komentarze 6

W planach na sobotę byłą wyprawa na Toruń z Sebą... niestety Seba był niedysponowany. Zostało nas zatem dwoje :). Plan wyprawy ułożony przeze mnie obejmował dojazd do Bydgoszczy a potem do Torunia. No ale każda droga rowerowa zaczyna się od pierwszego obrotu korbą więc wróćmy do początku.
Wyruszyliśmy z Pobiedzisk w kierunku pałacu w Zakrzewie... tam pierwszy postój... no to miejsce znamy dobrze więc pobyt nie był zbyt długi... potem jazda na Kłecko tylko po to aby sprawdzić mapę i stwierdzić że na Janowiec Wielkopolski to jednak w drugą stronę :)
Po skręcie z drogi 190 Chodzież-Gniezno zrobiło się znacznie puściej i przyjemniej, tym bardziej że asfalty były naprawdę przyzwoitej jakości, a wiatr wiał konsekwentnie w plecy. Szybki przejazd przez Ułanowo - Kenhilla nie spotkaliśmy :), przejeżdżamy przez bardzo schludną wieś po której widać, że ma miejską przeszłość - Łopienno. Kolejny postój na rynku w Janowcu Wielkopolskim... tu mi się podoba średnio, ale jest rynek, ławka, fontanna więc można na chwilę usiąść, zjeść batonika i ruszyć dalej. Dalej zatrzymujemy się w miejscowości Wapno - jest tam zamknięta kopalnia soli. No ale my stanęliśmy nie podziwiać industrialną przeszłość Wapna (swoją drogą ciekawą) a zrobić zakupy...
No jedziemy dalej... teren zaczyna się zmieniać na bardziej interwałowy co mi się bardzo podoba. I tak zbliżamy się do Kcyni. Bardzo urokliwe miasteczko. Znajduje się na wyraźnym wzniesieniu przez co wygląda trochę jak z książki, no i żeby się do niego dostać trzeba się trochę sprężyć na podjeździe :). Za to dostaje się odpoczynek w centrum które jest naprawdę bardzo ładne. No a potem jest jeszcze jedna nagroda - zjazd długi szybki i po dobrym asfalcie :). Droga do Nakła prowadzi przez las po delikatnych pagórkach i superasfalcie... żal tylko że nie ma takiego na naszych trasach. W Nakle skręcamy na wschód i od tego momentu możemy poczuć jak wiatr mocno wieje od południa. Mijamy kanał Bydgoski z przerwą na foto. No i w końcu docieramy na przedmieścia Bydgoszczy. Tam dłuższa przerwa na lody, bułki, picie. No i podejmujemy decyzję, że z Bydgoszczy wracamy do domu. W samej Bydgoszczy trochę poszukaliśmy dworca jeżdżąc drogami którymi byłoby strach jeździć nocą (ulica Czarna Droga), kupiliśmy bilety powrotne a że mieliśmy jeszcze 3 godziny do pociągu to pojechaliśmy na wyspę Młyńską, gdzie odbywał się jakiś festyn, jeździły skutery wodne, odbywały się jakieś pokazy kitesufingu i w ogóle było pełno wiary...


A to co za mną wypatrzyłem na wyspie Młyńskiej...

...no i oczywiście się tam udałem...

...wypić co tam podają...

...nie sam.
A potem trzeba było jechać już na dworzec i wrócić do domu. Toruń pozostał niezdobyty.... czekamy Seba :).
/3286462

  • DST 155.00km
  • Czas 06:18
  • VAVG 24.60km/h
  • VMAX 74.20km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • HRmax 171 ( 95%)
  • HRavg 138 ( 77%)
  • Kalorie 3202kcal
  • Podjazdy 2706m
  • Sprzęt Gina
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na Pradziada

Sobota, 3 sierpnia 2013 · dodano: 04.08.2013 | Komentarze 7

W planach miałem zdobycie z Sebą zdobycie Ślęży i powrót szosą do domu. Jednak za namową Kłosia pomysł wyewoluował w wyrypę w Sudety, a dokładnie na Pradziada, najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich a jednocześnie najwyższy punkt na który można wjechać po asfalcie w naszej części Europy - 1491 m. n. p. m.
Do punktu startu czyli Paczkowa dojechaliśmy po 10. A stamtąd już szybciutko do granicy. Jak widać - bardzo mi się spieszyło w góry.
Góry przede mną © Z3Waza

Wkrótce zaczęły się pagóry, które zmieniały się w coraz solidniejsze podjazdy. W końcu za Jesenikiem zaczął się konkretny podjazd - kilka kilometrów o nachyleniu przekraczającym 10% - mocno trzymało - w końcu Kłosiu jak to Kłosiu mi odjechał tym bardziej że czeski szoszon na Canondale'u którego wcześniej wyprzedziliśmy najpierw mnie wyprzedził a potem zaczął gonić Kłosia. No ale na szczyt wjechałem bez specjalnych problemów. Tam poczekaliśmy chwilę na Sebę, który choć zmęczony to wyraźnie był zadowolony z pokonania pierwszej poważnej przeszkody górskiej.
Premia górska © Z3Waza

Po przyjemnym zjeździe okazało się, że pomyliliśmy nieco drogę i dojechaliśmy do Vrbna gdzie trzeba było uzupełnić paliwo. Niestety okazało się że jest problem z zamianą złotówek na korony. Na szczęście barman w miejscowej knajpie okazał się życzliwy i zaoferował nam wodę z lodem. Na tym paliwie pojechaliśmy łagodnym podjazdem do Karlovej Studenki za którą zaczął się właściwy podjazd na Pradziada. Było ciężko tym bardziej że panował ponad 30-stopniowy upał. Mniej więcej w połowie podjazdu jest duży parking a tam liczne bary, w jednym z nich dokonaliśmy wymiany złotówek na miejscową walutę i wreszcie mogliśmy wypić małe jasne - oooooo jakie ono było dobre :)
W międzyczasie dojechał Seba, który też się ucieszył widokiem zimnej Coli.
A potem nastąpił atak szczytowy - w sumie łatwy - na większej części dość łagodne wystromienie ułatwiało podjazd. Przez chwilę miałem nadzieję że dotrę pierwszy na szczyt ale jednak konta Kłosia była zabójcza :)
Na szczycie małe zaskoczenie podchodzi do nas dwóch gości pytają nas czy znamy Dudę i Dave'a - okazało się że to ich kumple ze studiów i też bikestatowicze, chyba Blindman i Kikapurider. Świat jest mały :)
Pobyt na Pradziadzie trzeba było oczywiście uwiecznić
Pradziad zdobyty © Z3Waza

Na a potem na dół z wariackimi prędkościami. Jeszcze zatrzymaliśmy się na parkingu na kolejne jasne i dalej pędem w dół.
Powrót nie był taki zupełnie banalny - bo jednak kilka podjazdów było.
Na jednym z nich zaliczyłem konkretną bombę. Dał się we znaki brak cukru. Na szczęście kilka koron zostało i po znalezieniu małego baru posiliłem się czeską colą i batonikem. Trochę cukru czyni cuda :)
A Seba na koniec odżył skakał po pagórkach jak Peter Sagan, nawet Kłosiowi ciężko było mu utrzymać koła. I na takich rozrywkach dojechaliśmy do Javornika gdzie zrobiliśmy sobie kolejną sesję foto
Sesja zdjęciowa po zamkiem Jansky Vrch © Z3Waza
.
A za chwilę byliśmy już w Polsce - jeszcze tylko zakupy w Biedzie i kąpiel w jeziorze Paczkowskim i rura do domu.
To był naprawdę dobry dzień będzie co wspominać w zimowe wieczory :)
/3286462

  • DST 137.00km
  • Teren 70.00km
  • Czas 07:19
  • VAVG 18.72km/h
  • VMAX 48.60km/h
  • Temperatura 37.0°C
  • Podjazdy 310m
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z playboyem, bifurkacją, cystersami i garą

Niedziela, 28 lipca 2013 · dodano: 28.07.2013 | Komentarze 3

Wyprawa z Asią i Sebą po Cysterskim szlaku rowerowym. Z założenie była wycieczką - tym bardziej że temperatury nie skłaniały do nadmiernego wysiłku. A sama trasa jest jak najbardziej wycieczkowa - dużo asfaltów, przyjemne puste drogi leśne itd.
Trochę przygód było - najpierw nie mogliśmy wyjechać, a bo burza, abo licznik nie działa, a bo przerzutka się skrzywiła. Wziąłem w końcu klucze w nadziei że się nie przydadzą - przydały się 2 razy. Po raz pierwszy już przed Wronczynem - trzeba było ustawić przednią przerzutkę w Mondim Asi. W czasie gdy mocowaliśmy się z rowerem minęły nas peletoniki uczestników rajdu pierścieniem poznańskim. Ze znajomych wypatrzyliśmy Krzycha, Darię i Macieja.
Że też ty wiarze chce się w taki gor na kuftach lotoć wkole Poznonia.
A my pojechaliśmy w przeciwnym kierunku - na Wungrowiec.
Gorąco było więc zatrzymywaliśmy się często, gęsto na popasach i wodopojach poznając przy okazji miejscowy folklor jakże pięknie odtworzony przez Sebę.

Były okoliczności przyrody.

Rzeka Mała Wełna

Ciekawe czy to pod tym mostem Wiśnia wjeb dostoł?
Było szukanie trasy

Kyndy na Rakownie
Były nawet głazy

Tej a kto tego kamolda tu wśwignoł
I odwiedziny dziwów przyrody

Bifurkacja Wungroiwecka
A kiedy już wracaliśmy to Seba wjechał na jakiś wystający korzeń i
Łe jeny!!!

Urwony hok
Na szczęście miałem klucze i partyzanckim sposobem przerobiliśmy treka Seby singla. Co wcale nie przeszkadzało mu dalej cisnąć.
I tak z przygodami dojechaliśmy do domu. Ale będzie przynajmniej co wspominać i w zimowe wieczory przy kominku opowiadać dzieciom.

  • DST 44.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 24.44km/h
  • VMAX 37.10km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • HRmax 159 ( 88%)
  • HRavg 136 ( 75%)
  • Kalorie 1144kcal
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kampinoski Park Narodowy powtórka

Wtorek, 23 lipca 2013 · dodano: 23.07.2013 | Komentarze 1

Dziś podobną trasą co wczoraj z tym że zaliczyłem więcej terenu w Kampinosie.
W ramach zwiedzania miejsc historycznych dojechałem do tzw. kamienia Orlika - miejsca w którym w czasie kampanii wrześniowej plutonowy Orlik przy pomocy swojej tankietki pokonał grafa von Ratibor w swoim czołgu.


Tablica pamiątkowa


Konik przy tablicy

Poza tym 20 minutowa tempówka z kadencją > 100 i spostrzeżenie, że w okolicach mało jakoś typowych pociskaczy "na obcisło" - na odcinku asfaltowym minąłem jedynie 3 szoszonów, ale też jacyś trzepaccy byli z wyglądu.
/3286462

  • DST 46.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 24.00km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • HRmax 150 ( 83%)
  • HRavg 129 ( 72%)
  • Kalorie 1129kcal
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Palmir

Poniedziałek, 22 lipca 2013 · dodano: 22.07.2013 | Komentarze 1

Po wczorajszym dystansie będąc na delegacji w mieście Warszawa, zrobiłem sobie wycieczkę do Palmir. Trasa jest mi bardzo dobrze znana - 2 lata temu przemierzyłem ją wielokrotnie. Najpierw wałem wiślanym gdzie trochę mi wytrzęsło dupę.
Potem asfaltem po spokojnym lesie... ten las nie był niegdyś spokojny - kryje wiele mrocznych wydarzeń - od powstania styczniowego, poprzez działania w kampanii wrześniowej, morderstwa na polskiej elicie dokonane przez Niemców i walki partyzantów.
Najbardziej znana pamiątka z krwawych dziejów to cmentarz w Palmirach gdzie pochowanych jest ponad 2000 ofiar - sportowcy (w tym Janusz Kusociński), politycy, działacze lokalni, burmistrzowie podwarszawskich miejscowości, artyści, ludzie ówczesnego biznesu - słowem przedwojenna elita społeczeństwa. Wystarczy popatrzeć na tabliczki na krzyżach. W lesie Kampinoskim jest więcej takich miejsc - wspominałem o nich we wpisach sprzed dwóch lat.

Powrót już asfaltem...
Kategoria Sam na sam, Wycieczka


  • DST 16.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 00:59
  • VAVG 16.27km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • HRmax 150 ( 83%)
  • HRavg 112 ( 62%)
  • Kalorie 442kcal
  • Podjazdy 85m
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa grabieżczo-łupieżczo-naukowa

Poniedziałek, 24 czerwca 2013 · dodano: 24.06.2013 | Komentarze 1

W celu odnalezienia jeziora Kazanie, tak do końca się nie udało, choć widzieliśmy chyba to tajemnicze jezioro, które jak jakiś legendarny akwen broni dostępu do swych brzegów. Tak dla wyjaśnienia zimą podjęliśmy próbę zdobycia jeziora Kazanie z dziećmi - wyprawa była nieudana, musieliśmy zawrócić ze względu na panujące warunki - a dokładnie ze względu na dzieci marudzące że "zimno im w paluszki".
I tym razem się nie dało dotrzeć do brzegu - ale je widzieliśmy. No i w dodatku znalazłem fajną półsinglową, interwałową ścieżkę którą niniejszym włączam do swoich tras treningowych, a nawet się zastanawiałem jak ją włączyć do planowanych (a jakże) II mistrzostw Pobiedzisk, bo szlak jest naprawdę fajny.
W ogóle niesamowite, że mimo iż mieszkam w tej okolicy parę lat, i w lasach okolicznych bywam dość często to są jednak ścieżki których nie znam.
A zakończyliśmy naszą wycieczkę efektowną tempówką po asfalcie ale pod wiatr. Asia bardzo ładnie trzymała koło i nawet sobie czerwonych paznokietków nie poobijała :D

  • DST 27.00km
  • Teren 19.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 15.73km/h
  • VMAX 43.60km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rajd w Pobiedziskach

Sobota, 22 czerwca 2013 · dodano: 22.06.2013 | Komentarze 1

Wyjazd z cyklu extreme hardcore, czyli jazda w grupie z dziećmi na rajdzie w Pobiedziskach.
Eeee było nieźle bo moja córa Zofia uciekała jak Marcin Sapa na TdP w 2009 więc, ucieczki przy prędkości 16 km/h musiały się kończyć sukcesem, bo reszta "peletonu" uznawała tempo 11 km/h za tempo w okolicach HRMax :), tak więc wysforowaliśmy się na czoło - ja robiłem tylko za grigario, a nawet wysyłałem team orders - "Zosia wolniej". No w końcu szczęśliwie dojechaliśmy nad Brzostek, skąd jako że Zosia nie zabrała stroju kąpielowego zostałem wyekspediowany do domu po rzeczone bikini. Cóż taka to już rola Grigario. Miałem dzięki temu okazję na nabicie Avg z czego skwapliwie skorzystałem. W międzyczasie wziąłem za sprawą Asi udział w konkursie, czego wynikiem było uzyskanie w nim nagrody, ale o tym jak wam się zechce poczytacie w jej wpisie. Na koniec powrót do domu po "ściance" z czego mam kilka zdjęć, ale nie chcą mi się wczytać, bo net wolno na działce działa, więc może zrobię to później.
...później


  • DST 9.00km
  • Czas 00:35
  • VAVG 15.43km/h
  • VMAX 26.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Konik
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z dziećmi na działkę

Niedziela, 16 czerwca 2013 · dodano: 16.06.2013 | Komentarze 0

Ponieważ całą kasę wydałem na wycieczce z Josipem to zacząłem wycieczkę od pojechania do bankomatu - dzieci jednak nie są takie tanie, wziąłem więc od razu stówę :)
No to trzeba było zrobić zakupy w sklepie - ponieważ trasa zapowiadała się na 10 km trzeba było kupić odpowiednie zapasy - dwa Góralki - dla każdej latorośli (dla siebie batonik musli), izotonik i herbatę Nestea. No i pojechaliśmy - po drodze do kapliczki wycięliśmy jakąś feministyczną wycieczkę, Zosia potem skrytykowała te panie mówiąc - ale im skrzypiały te rowery. No i dojechaliśmy na konieczną przerwę nad jeziorem Dębiniec, gdzie odbyło się spożywanie izotonika, oraz rytualne babranie się w jeziorze. Kolejny przystanek to już sklepik koło działek, gdzie zakupiliśmy lody oraz piwo sztuk jeden na wynos - tym razem trochę przyjemności dla Pana Ojca, czyli mnie :)
A potem już na działkę gdzie po wypiciu rzeczonego piwka i ugotowaniu obiadu w oczekiwaniu na Asię zabrałem się za czynności działkowe, no może nie w stroju teamowym jak co niektórzy :)